Pewnego dnia, dnia jak co dzień obudziłam się o 6 rano, wstałam i poszłam się umyć. Nic nie wskazywało na to, że dziś miało wydarzyć się coś bardziej fascynującego niż zazwyczaj. Zresztą… nigdy nic takiego ekscytującego w moim życiu się nie wydarzyło, odkąd dostałam kota. Mój kot nazywa się Ricky i tak naprawdę jest moim najlepszym, i jedynym prawdziwym przyjacielem.
A ja? Gdy mieszkałam w Trusaf byłam duszą towarzystwa, ale gdy moja mama ponownie wyszła za mąż to oboje odwrócili moje życie do góry nogami, zaczynając od przeprowadzki do innego kraju. Tutaj ludzie myślą o mnie raczej jak o dziwnej dziewczynie, która kiedyś była z tych, którym nie wyszło w życiu.
W szkole olewam wszystkich którzy śmieją się z moich kolczyków w wardze, nosie i kilku innych. miejscach. Jednak nawet tutaj, w szkole mam kolegę, z którym czasami mogę porozmawiać. Na imię ma Jeremi i jest naprawdę fajny, bo mogę z nim rozmawiać, gdy nagle poczuję taką ochotę. On jako jedyny, poza moim kotem oczywiście wie, że podoba mi się Tomek z klasy równoległej. Ale nie chciałam mówić o sobie, tylko o tym jak to się stało, że jestem tym, kim teraz jestem.
Pewnego dnia po długim, nudnym dniu w szkole poszłam jak zwykle do domu i zaczęłam odrabiać lekcje. Później jak zwykle pokłóciłam się z mamą i wyszłam na dwór. Czasami mam takie chwile, kiedy chcę pobyć sama i to właśnie była jedna z tych chwil. Zaczęłam iść alejką w parku zamyślona i użalając się nad sobą usiadłam na ławce i po chwili ujrzałam Tomka idącego w moją stronę. Był przerażony. Od razu zapomniałam o wszystkim co mnie zdenerwowało i podeszłam do niego widząc, że przyspieszył kroku gdy mnie tylko zobaczył. – Tomek? Tomek co się stało? Zatrzymaj się, no! – w końcu mnie posłuchał i zatrzymał się, ale wciąż stał tyłem do mnie. Czując jednocześnie zdezorientowanie i lekką obawę położyłam rękę na jego ramieniu, które drgnęło natychmiast jakby go prąd przeszył. – Kaath, prawda? Zostaw mnie, odejdź… - zauważyłam że chciał pójść dalej, jednak nie pozwoliłam mu na to i chwyciłam go za nadgarstek i nie puszczałam. – Mów co się dzieje! Zazwyczaj się tak nie zachowujesz i… - w końcu się odwrócił i zaniemówiłam. Cała jego twarz pokryta była czymś co było podobne do krwi, ale nie była ona czerwona lub bordowa, była raczej lśniąco srebrna, dlatego jeszcze bardziej się zdziwiłam. – Co to jest? W ogóle co ty tutaj robiłeś sam? Gdzie Maik, gdzie Louis? – chciałam coś jeszcze dodać jednak on wolną ręką zakrył mi usta i powiedział szybko – nie tutaj.
Poszliśmy więc do jakiegoś domku pośrodku parku, którego wcześniej nie widziałam na oczy. W między czasie Tomek mi powiedział, że musi mi powiedzieć o czymś ważnym. Myślałam, że sobie ze mnie żartuje lub coś podobnego, ale on chyba mówił poważnie. Gdy weszliśmy do domku od razu pozasłaniał okna jakimiś kartonami które leżały byle jak porozrzucane po całej podłodze, gdy już skończył to usiadł na ziemi wpatrując się we mnie pustym wzrokiem, który niczego nie wyrażał. Czułam się dziwnie, więc w końcu przeszłam do sedna sprawy. – Miałeś mi powiedzieć, zapomniałeś? – nie do końca wiedziałam czy mnie słyszał, bo patrzał się na mnie niczym porcelanowy pajacyk, który patrzy się i nic nie robi. – Tomek! – krzyknęłam w końcu na niego i odzyskał świadomość realnego życia. Z tą chwilą jego twarz znowu przybrała poważny wyraz. – Nie powinienem Ci tego mówić, ale… dobra, powiem w skrócie. Nie jesteś normalną osobą jak Maik czy Jeremi. Jesteś taka jak ja, to znaczy… Sam nie wiem jak Ci to powiedzieć. Słyszałaś coś może o wampanizach? – widząc moją zdziwioną minę chyba wywnioskował że nie, bo po chwili dodał – sądzę, że nie. No to taka krótka historia. Wampanizy to pewna odmiana wampirów, z tą różnicą, że wampiry zabijają ludzi, a my, to znaczy wampanizy, nie. Owszem, musimy pić ludzką krew, ale nie zabijamy ludzi, tylko wydzielamy specyficzny gaz, który oni wdychają… - przerwał widząc lekkie przerażenie na mojej twarzy -ale o tym później. W każdym razie jesteś jedną z nas, jesteś wampanizem, Kaath.
Z tą chwilą nie wiedziałam co mam zrobić, więc po prostu zaczęłam się śmiać mówiąc mu jednocześnie, że to właściwie nie jest śmieszne i po co mi mówi takie głupie rzeczy. Poza tym chciałam tylko wiedzieć co mu się stało, a usłyszałam, że jestem wampanizem! Pomyślałam, że widocznie w szkole jestem uznawana za taką ofiarę, że postanowili zrobić sobie ze mnie pośmiewisko a Tomek nie jest tutaj przypadkiem, pewnie Jeremi im wygadał… - nie myśl o tym w ten sposób. – nie wiedziałam o co Tomkowi chodzi, po chwili jakby odruchowo odpowiedziałam mu, żeby nie czytał w moich myślach na co on tylko uśmiechnął się delikatnie i wstał – niedługo skontaktuje się z Tobą nasz pewnego rodzaju przywódca. Przemyśl to wszystko i przyjmij to do wiadomości, bo ja nie żartowałem – nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc patrzałam w milczeniu jak wyszedł z domku. Czy wiedział, że od tej chwili w moim życiu powstanie nowy rozdział, zupełnie odrębny od tych wszystkich, które były do tej pory przez te wszystkie lata? Prawdopodobnie nie. Po chwili wstałam i również wyszłam. Od chwili gdy wyszłam z obskurnego pomieszczenia na chłodny wiatr poczułam się jakoś dziwnie naznaczona. Idąc samotnie po ulicy nie zwróciłam uwagi nawet na ludzi ze szkoły którzy jak zwykle coś za mną krzyczeli lub rzucali czymś. Gdy przechodziłam przez przejście dla pieszych prawie mnie samochód potrącił, ale jakimś cudem odskoczyłam wysoko w ostatniej chwili. Wszyscy którzy byli wokół się zdziwili, nawet taksówkarz wysiadł i zapytał czy coś mi się stało. Wtedy zrozumiałam, że od zawsze miałam przecież niesamowity refleks i skakałam o wiele wyżej niż inne osoby z mojego otoczenia. To pewnie jedna z cech wampanizów. Chyba zaczęłam się już przyzwyczajać do tego, że jestem wyjątkowa. W końcu zawsze byłam inna niż wszyscy, więc co mi szkodzi zabrnąć w tą całą zabawę? Gdy weszłam do domu, poszłam się umyć i ubrać w piżamę. Leżąc w łóżku modliłam się sama do siebie żeby to co mówił Tomek nie było kłamstwem, żeby tylko zjawił się ktoś i powiedział, żebym poszła z nim. A co jeśli powie, że to była pomyłka? Że jestem osobą, która została przypadkowo wskazana przez komputer czy inny sprzęt? Wtedy wskoczył do łóżka Rycky i nagle poczułam jak wszystkie złe myśli uciekają, jak zostają tylko te dobre. Pogłaskałam go i uśmiechnęłam się kiedy zaczął mruczeć. Leżałam jeszcze tak z pięć minut po czym zgasiłam światło i poszłam spać...
Nastrój:
tagi: